czwartek, 22 października 2009

Polski wątek bankructwa Lehmana

O historii grupy polskich inwestorów, która za pośrednictwem Banku Handlowego, kupiła obligacje amerykańskiego banku inwestycyjnego Lehman Bros., który to następnie wziął się i upadł, głośno jest już od jakiegoś czasu. Teraz grupa inwestorów postanowiła wziąć sprawę do sądu i pozwać BH za niepoinformowanie o związanym z tą inwestycją ryzyku. Według kancelarii reprezentującej poszkodowanych, na którą powołuje się Puls Biznesu , powodem do odszkodowania miałoby być to, że ta inwestycja była sklasyfikowana jako o niskim ryzyku. Problem z takimi inwestycjami, jak sama nazwa wskazuje, polega na tym, że ryzyko mimo że niskie, to ciągle istnieje. Trzeba sobie zdać sprawę z banalnej prawdy, że banki czasami bankrutują. Cały światowy system finansowy byłby dzisiaj niewypłacalny, gdyby rok temu o tej porze został pozostawiony sam sobie i nie dostał masowej pomocy i gwarancji od rządów narodowych.

Ile są warte teraz obligacje wyemitowane przez bankruta Lehmana? Rynek kredytowy podczas rozliczania CDSów na Lehmanie wycenił je na niecałe 9 procent (Senior) wartości nominalnej , wiec pewnie tyle ze swojej inwestycji polscy inwestorzy dostaną z powrotem, chyba że będą w stanie udowodnić, że sprzedawcy z Banku Handlowego rzeczywiście nie dopełnili obowiązków informacyjnych.

Warto pamiętać przy zakupie popularnych struktur z gwarancją kapitału, że ta gwarancja jest na tyle dobra, na ile dobry jest bank, który ją udziela. Łatwo, taniej i bezpieczniej niż w banku zrobić sobie własna strukturę z papierów dostępnych na giełdzie. O tym jak to zrobić napiszę jednak przy innej okazji.

środa, 14 października 2009

Sznurki - 14 Październik 2009

Według danych zebranych przez Bloomberga, w październiku 2008, gdy światowy system finansowy był na krawędzi przepaści, rekomendacje 'Sprzedaj' dla amerykańskich akcji stanowiły zaledwie 6 procent wszystkich zaleceń, podczas, gdy "Kupuj" stanowiły 36 procent a "Trzymaj" 58 procent. I wierz tu rekomendacjom…. W artykule również o tym jak ciężko być analitykowi "niedźwiedziem" w dużych instytucjach finansowych, które dominują na rynku analiz. (Bloomberg)

Amerykański program "Kasa za grata " (Cash for clunkers) miał na celu pomoc amerykańskiemu przemysłowi motoryzacyjnemu, który jest w niezłych tarapatach. Tymczasem, tylko 2 na 10 najczęściej kupowanych w ramach programu samochodów sa made in USA. Przeważają ulubione samochody mechaników: Hondy i Toyoty. Nawet najlepszy program nie pomoże jak sie sprzedaje nienajlepszy produkt. (Misc.)

O tym jak blisko byliśmy całkowitej implozji systemu finansowego rok temu, niech świadczy fakt, że brytyjski nadzór bankowy monitorował poziom wypłat z bankomatów jednego największych i szczególnie zagrożonych banków (RBS) co godzinę, obawiając się współczesnej wersji runu na bank. (Guardian)

Kryzys finansowy 2008 na przykładzie.


Czy powyższy wykres przedstawia historyczne zmiany ceny akcji jednej z upadłych spółek z GPW? A może cenę jakiegoś wehikułu inwestycyjnego wypchanego amerykańskimi kredytami hipotetycznymi typu subprime? A może przekrój szczytu górskiego? Nie. Wykres przedstawia ostatnie 10 lat indeksu ICEXI, czyli islandzkiego odpowiednika polskiego WIGu w tym przypadku mierzonego w twardej walucie (EUR). Od szczytu osiągniętego gdzieś w połowie 2007 roku indeks zmalał o porażające 97 procent. To tak dla przypomnienia, że nie upadają tylko pojedyncze spółki, ale również całe gospodarki. No, ale tak sie to kończy, jak sie robi z kraju maksymalnie zlewarowany pseudo-fundusz hedge/private equity nie mając o tym większego pojęcia.

Islandzki przykład pokazuje potrzebę dywersyfikacji. Nawet, jeżeli jesteśmy optymistycznie nastawieni do przyszłości ekonomicznej kraju, w którym żyjemy, warto trzymać cześć swoich oszczędności w aktywach wycenianych innej walucie i których cena jest nieskorelowana z zmianami w krajowej gospodarce.

poniedziałek, 12 października 2009

Najbogatsi ludzie, najbiedniejsze kraje.

Forbes opublikował artykuł, w którym porównuje majątki najbogatszych ludzi na świecie z wartościami gospodarek najbiedniejszych krajów. Autor porównuje np. majątek jednego z najbogatszych ludzi na świecie, założyciela i głównego udziałowca Microsoftu, Billa Gatesa z Produktami Krajowymi Brutto najbiedniejszych krajów na świecie i wyciąga wniosek, że Gates mógłby ‘wykupic’ ponad 140 krajów. Problem z taką analizą polega na tym, że jest ona z ekonomicznego punktu widzenia… całkowicie bez sensu.

Majątek Gatesa jest uwiązany głównie w postaci akcji MSFT, a te reprezentują obecną wartość sumy przyszłych zysków kapitałowych i dywidend z Microsoftu ad finitum, podczas gdy PKB określa produkt wytworzony w danym kraju tylko w jednym roku. Przyjmując tok myślenia autora artykułu, myślę, że równie dobrze (trochę naciągając) można by stwierdzić, że wartość danej firmy jest równa jej rocznym przychodom, czego by chyba żaden teoretyk czy praktyk finansów nigdy nie powiedział. Dziwię się, że taki myślowy 'potworek’ został dopuszczony do druku w takim opiniotwórczym magazynie biznesowym jak Forbes.

Wycena wartości kraju jest trochę bez sensu i nie ma żadnych podstaw w teorii nauki finansów. Praktycznego zastosowania oczywiście też nie ma. No, ale gdybym już musiał wycenić jakiś kraj, jakbym się zabrał do takiej abstrakcyjnej analizy? Myślę, że przede wszystkim trzeba by oszacować optymalną wartość podatku ‘pańszczyźnianego’ (tzn. takiego, który by trafiał tylko i wyłącznie do kieszeni ‘inwestora’, a nie wracał do obywateli danego kraju w postaci usług i transferów socjalnych, jak to jest ze zwykłymi podatkami), który taki udzielny pan i władca mógłby ‘wycisnąć’ ze swoich ‘poddanych’. Ustal stawkę takiego podatku za nisko i zarobisz za mało. Ustal stawkę ‘pańszczyzny’ za wysoko, zabieraj ludziom za dużo i twoi poddani zaczną przymierać z głodu, co poważnie ograniczy ich możliwości do płacenia pańszczyzny w przyszłości;) Taki podatek mógłby być w pewnym sensie porównywalny z zyskami (netto/brutto) firmy giełdowej. Dalej już jest prosto: trzeba by pomnożyć taki zysk przez odpowiedni mnożnik, odpowiednik wskaźnika P/E. Dajmy dla przykładu, że odpowiednia stawka takiej „pańszczyzny” to 6% PKB ,a odpowiedni mnożnik to 15x i co mamy? Wartość kraju jako ‘inwestycji’ byłaby porównywalna z PKB kraju… Czyli chyba jednak majątek Billa Gatesa jest rzeczywiście wart więcej niż wartość każdego z tych 140 najbiedniejszych krajów!

piątek, 9 października 2009

Nieskończona ilość małp dysponująca nieskończoną ilością czasu...

Trystero na swoim nowym blogu przywołuje nieśmiertelny cytat statystyczny, że nieskończona ilość małp dysponująca nieskończoną ilością czasu i maszynami do pisania wcześniej czy później ‘wystuka’ Iliadę Homera, wcześniej pewnie ‘popełniając’ kilka innych arcydzieł.

Spójrzmy na to w kontekście polskiej giełdy. W Polsce jest założonych około miliona rachunków maklerskich. Rozwijając przykład małp, załóżmy ze są dwa wyjścia inwestycyjne: być lepszym od benchmarka (rozumianego jako szeroki WIG) lub gorszym w danym roku i że nie ma kosztów transakcyjnych. Statystycznie rzecz biorąc, szczęśliwy inwestor-małpa może być przez dobry kawał życia (20 lat - 2^20 to około miliona) lepszy co roku od swojego benchmarka i to nie na skutek swoich umiejętności, ale (nie)zwykłego statystycznego szczęścia.

No, ale to pod warunkiem, ze wierzymy w hipotezę efektywnych rynków kapitałowych ;)

czwartek, 17 września 2009

Ceny amerykańskich nieruchomości w ujęciu realnym

Czasami jeden obraz jest wart tysiąc słów.

Poniższy wykres znaleziony na blogu Barry'ego Riholtz'a przedstawia indeks Shillera obrazujący zmiany cen amerykańskich nieruchomości na przestrzeni zeszłego wieku w ujęciu realnym (tzn. skorygowane o inflację). Indeks Shillera wzrósł na przestrzeni 120 lat o jakieś 60 procent, co daje jakieś 0.4 procent realnej rocznej stopy zwrotu. Wykres kończy się w grudniu 2008 - w bieżącym roku ceny dalej spadały, co dodatkowo obniżyłoby i tak mizerną stopę zwrotu. A pomyśleć, że w Polsce są osoby, które oczekują, że dwucyfrowe stopy zwrotu z inwestycji w nieruchomości będą się ciągnąć w nieskończoność...

Warto zwrocić uwagę na dwie dodatkowe rzeczy. Po pierwsze, Stany, jakby nie było, są synonimem sukcesu, także inwestycyjnego. Po drugie, wiek XX miał całkiem przyzwoite stopy przyrostu demograficznego. Wiek XXI wydaje się, że, przynajmniej w Europie jak i Polsce, będzie upływał pod znakiem starzenia się społeczeństwa i że będzie miał ujemne stopy przyrostu naturalnego społeczeństwa.



środa, 16 września 2009

Transport morski raz jeszcze

"Tutaj na sennym kawałku wybrzeża na dalekim końcu Azji znajduje się z pewnością największe i najbardziej tajemnicze zbiorowisko statków w historii transportu morskiego. Ich liczba jest porównywalna z sumą statków we flocie brytyjskiej i amerykańskiej marynarki wojennej, ich tonaż jeszcze większy. Kontenerowce, masowce, tankowce – one wszystkie powinny właśnie kursować w pełni obładowane pomiędzy Chinami, Wielką Brytanią, Europą i Ameryką wypełnione zapasami dla sklepów z aparatami fotograficznymi, PC World’a (brytyjska siec sklepów elektronicznych - przyp. ZM), Argosa (brytyjska siec sklepów katalogowych - przyp. ZM) przygotowując je do detalicznego szczytu sezonu (czyli Święta Bożego Narodzenia - przyp. ZM).


Nie jestem fanem dziennikarstwa spod znaku Daily Mail, ale akurat ten artykuł wydaje mi się warty polecenia.

Jedną z przyczyn obecnego kryzysu gospodarczego jest nierównowaga w handlu międzynarodowym, gdzie niektóre kraje, głownie USA, Wielka Brytania czy Irlandia prowadziły politykę ujemnego bilansu płatnicznego, konsumowały więcej niż wytworzyły, importowały towary i finansowały to kredytem zagranicznym. Kraje z przeciwległego bieguna takie jak Chiny, Niemcy czy Japonia robiły odwrotnie: produkowały głownie na eksport przy relatywnie niskich poziomach konsumpcji wewnętrznej, za to przy wysokich poziomach oszczędności, które następnie były pożyczane krajom anglosaskim i finansowały ich konsumpcję. W przypadku Chin jest to nawet element oficjalnej polityki rządowej. Pieniądze, które trafiały do Chin w ramach opłaty za eksport, były wymieniane z powrotem na dolary i kredytowały amerykańskiego konsumenta. Dodatkowo, zakup dolarów/wyprzedaż juana pozwolała Chińczykom utrzymać niską wartość waluty, Tania waluta czyniła chińska gospodarkę jeszcze bardziej konkurencyjną i tworzyła miejsca pracy dla milionów młodych Chińczyków, dzieci boomu demograficznego, którzy właśnie trafiali na rynek pracy. Wszyscy byli zadowoleni.

Niestety, życie na kredyt ma to do siebie, że się kiedyś kończy, a skutkiem jest opisany w artykule spadek w wartościach absolutnych handlu międzynarodowego i niewykorzystane ‘moce przerobowe’ miedzynarodowej żeglugi morskiej. Ten temat poruszyłem juz wcześniej tutaj. Spadek w handlu międzynarodowym połączony z wprowadzaniem na rynek nowych statków zakontraktowanych w latach boomu 2005-2006, a w perspektywie także wzrost protekcjonizmu gospodarczego i promowanie krajowej produkcji zbyt dobrze nie rokują na najbliższe lata dla branż powiązanych z przewozami morskimi, w tym dla przemysłu stoczniowego. Nic dziwnego, że minister Grad nie może nikomu opchnąć polskich stoczni…